rzucanie klatw

Klątwa klątw – czy da się rozróżnić błogosławieństwo od przekleństwa

Klątwy, uroki, zaklęcia… Wielokrotnie zastanawiałem się nad bytami zwanymi potocznie klątwami, dlaczego wyodrębniły się w umysłach ludzi do osobnego bytu w stosunku do zwykłego „czary mary” oraz przybrały różne formy.

Starając się ujednolicić istotę tego fikcyjnego bytu, można rozebrać to logicznie jako:

„Zespół działań werbalnych i niewerbalnych mających na celu zaszkodzić jednostce bądź grupie osób”.

Taką sobie ukułem robocza hipotezę i należałoby wyjaśnić jej składowe.

Przygotowania do nałożenia klątwy – zespół działań werbalnych i niewerbalnych

Pamiętając, że rozprawiamy o bycie nierealnym i de facto nieistniejącym – załóżmy na chwilę, że osoby zaczadzone ezoteryką mają rację. Analizując przypadku od starożytnego Agade czy Rzymu, aż po współczesne techno klątwy nadawane na YouTube można utwierdzić się, że muszą być w jakiś sposób inicjowane przez człowieka. Oczywiście istnieje pewna grupa zjawisk nazywana klątwami miejsc, jednak nie można wprost klasyfikować tego do „klątw” ponieważ nie mają one znanego początku. Skupmy się więc na sytuacji, w której mamy pewność, że jakaś jednostka wykazała chęć „rzucenia” klątwy.

Komponenty do rzucenia klątwy czy uroku

Jedne z pierwszych znanych klątw były spisywane lub ryte w metalu/kamieniu. Nie zawierają w sobie jako takich opisów czy recept, nie wskazują, że jakieś warunki muszą być spełnione. Klątwy składniki zaklęć magicznychwczesnej starożytności charakteryzują się jednak wezwaniem o pomoc do bytu wyższego. Można uznać, że człowiek sam w sobie ma świadomość, że nie jest w stanie klątwy rzucić bez pomocy. To bardzo ważny fakt, ponieważ wyraźnie uzależnia się możliwość rzucenia skutecznej klątwy od interwencji boskiej. Możemy więc założyć, że komponentem do rzucenia klątwy jest jedynie wola rzucającego a katalizatorem jest wzywane w klątwie bóstwo. Z biegiem czasu wykształciły się obrzędy mające motywować klątwę, do których stworzono zapotrzebowanie na przeróżne składniki. Działał tu zapewne mechanizm, w myśl którego im więcej pracy włożysz włożysz w przygotowanie i im dziwniejsze będą ingrediencje tym mocniej zadziała klątwa (legitymizacja obrzędu ze względu na specjalne składniki). Można także rozróżnić przymus zastosowania składników materialnych do klątw, w zależności od kultury. I tak wzrastało zapotrzebowanie na laleczki, sproszkowane rogi czy jądra zwierząt, włosy, palce albo inne obrzydliwe (lub mniej – kwiaty, zioła) składniki.

Reasumując do nałożenia klątwy potrzebna jest osoba oraz obiekt albo obszar. Wymagane jest także zaangażowanie woli, chociaż wedle niektórych podań można zaciągnąć na kogoś klątwę niechcący (przeklinając go, więc jakie to niechcący?)

Szkoda jako główny cel klątwy?

Czy klątwa ma wyłącznie szkodzić? Czy klątwa może być środkiem do osiągnięcia dobrego rezultatu? Czy istnieją klątwy pozytywne?

Jeśli brać pod uwagę wszystkie możliwości – to oczywiście! Przecież pozytywna klątwa to nic innego jak błogosławieństwo. Wiem, wiem – brzmi jak oksymoron, ale jednak! Jeśli się zastanowić, to proces jest taki sam, tylko w wyniku woli prosi się o efekt szkodliwy albo wspomagający. Dzięki takiemu pojmowaniu mamy zwykle czarno białe spojrzenie na sprawę, a co w przypadku gdy klątwa ma cele dydaktyczne? Czy rzucenie tymczasowej klątwy pryszczy na narcyza, jeśli podziała dydaktycznie i nauczy go skromności będzie nadal traktowane jako klątwa?

Czy klątwę determinuje efekt końcowy, pierwotna wola czy samo nazewnictwo?

Należałoby założyć, że to pierwotna wola z jaką nakłada się klątwę ją determinuje – jednak jeśli wbrew rzucającemu ją, ofiara odniesie korzyść, opamiętanie, naukę – to czy nie zmienia się ona w błogosławieństwo bez woli rzucającego? Dochodzimy więc do wniosku, że klątwa to stan mobilny, jakby dziwnie to nie brzmiało…

Co ciekawe, z tej tezy wypływa także pewna możliwość. Mianowicie cel klątwy może zawsze odwrócić jej znaczenie i zmienić w błogosławieństwo. Wszystko jest bowiem zdeterminowane przez działania przeklętego i fakt, czy przekuje to wydarzenie w korzyść. Wystarczy spojrzeć na Hioba.

Po co komuś klątwa?

Wydawałoby się, że to dość trywialne pytanie. Przecież to takie oczywiste, że zła czarownica rzuca klątwę na piękną i niewinną księżniczkę. Z zazdrości, złości, zawiści, gniewu, dla własnej chorej satysfakcji, żeby się podbudować – czyli co? Czyli, żeby w zły, zepsuty, szybki i bezwysiłkowy sposób wyrównać szansę (zmieniając w żabę, sprowadzając parchy). Na tej samej zasadzie biedny żebral przeklina złego księcia, niewolnik w starożytnym Rzymie swego pana a wódz małej armii wodza wielkiej potęgi.klatwy uroki laleczki voodoo

Klątwa jest więc wyrazem bezsilności a nie siły! Oczywiście, smutni „magowie” jedzący pluszowe koty na pseudo sabatach; czują powera…Jednak w sensie filozoficznym klątwa jest narzędziem słabych i odrzuconych. Co ciekawe rzucenie klątwy zmienia też charakter rzucającego, jeśli dobra księżniczka postanawia rzucić klątwę na starą czarownicę, to pomimo działania w afekcie nie może już być dobrą księżniczką – skoro ima się takich sposobów.

Klątwy służą słabym a nie silnym? Dlaczego silni rezygnują z tak wspaniałego oręża?

Istnieje szereg dowodów na brak działania klątw i tysiąc przykładów nieudowodnienia. Bardzo prosto można wysnuć także wnioski o klątwach na bazie wojskowości i siły. Skoro logicznie umotywowaliśmy używanie klątw przez słabych to dlaczego silni nie korzystają z tak wspaniałego, taniego oręża?

Urealnijmy przykład, zastanówmy się dlaczego państwa na całym świecie tworzą arsenały atomowe, produkują czołgi i samoloty – przecież wystarczyłoby otworzyć skład z laleczkami voodoo czy pomachać trochę wierzbową rózgą? Dlaczego miliony dolarów idą w tworzenie nowych bombowców zamiast przeznaczyć je na gliniane tabliczki z wydrapanymi życzeniami śmierci dla wroga?

Odpowiedź będzie krótka i zwięzła – klątwy nie działają.Gdyby działały, to nikt nie traciłby czasu na inne formy czynienia szkody drugiej osobie. A wystarczy spojrzeć na historię ludzkości aby wiedzieć, że istnieją setki sposobów na skrzywdzenie bliźniego.

Klątwa nocebo

Podczas rozmów z wyznawcami magicznych pierdół, często opowiadana jest historia o szamanie voodoo przeklinającym gościa, który w efekcie tego wydarzenia trafia do szpitala. Facet jest przekonany, że szaman klątwą wpuścił mu w trzewia jaszczurkę, która zżera go od środka. Stan pacjenta się pogarsza, bez wyraźnych przyczyn medycznych! Prześwietlenia nie wykazują nic, medycyna jest bezradna. Nagle lekarz wpada na pomysł, żeby pokazać pacjentowi jaszczurkę zamkniętą w słoiku, rzekomo wydobytą po operacji z jego jamy brzusznej – jak można się spodziewać pacjent odzyskuje wszystkie siły i natychmiastowo wraca do zdrowia.

Takie i inne legendy krążą po necie, infekując głupotą osoby podatne na manipulacje. Jednak jest w historii ziarno prawdy, człowiek faktycznie posiada mechanizmy autodestrukcyjne w przypadku wmówienia sobie chorób. Są to zjawiska klasyfikowane w psychiatrii i nie ma co się tutaj doszukiwać magicznych konotacji.

 

Jeżeli podobał Ci się tekst i chcesz obejrzeć krótki, już nie tak filozoficzny materiał, mojego autorstwa – zapraszam Cię na mój kanał:

 

 

Polemizowałbym 🙂