aura dziwna kolory

Widzenie aury – oszustwo doskonałe?

Widzenie aury to rzekomo specjalna zdolność niektórych ludzi, co ciekawe można się jej nauczyć. Co ciekawsze – za odpowiednią opłatą. A co najciekawsze, tylko „wybrańcy, którzy nie zakwestionują później nabytej „zdolności”.

Czy da się więc zaobserwować aurę jakąś aparaturą? Odpowiedź jest dość prosta – nie da się, bo z zasady coś co nie istnieje, jest trudno uchwytne…

Jednak mnie w całym tym przedsięwzięciu zastanawia nie fakt, że to bzdura,a ludzie w to wierzą. Straszna jest sama skala ogłupienia.

UFO to bzdura, duchy to wymysł ale od widzenia aury wara!

Prowadząc luźne dyskusje z apologetami zjawisk paranormalnych, często odnoszę wrażenie, że dzielą się na pewne grupy. Jedni wierzą w UFO, drudzy w jakieś bioenergie inni znowu w miks religii wschodu z cyberpunkowymi teoriami o podróżach w czasie. Jednak próba dyskusji o bzdurności teorii widzenia aury, kończy się zwykle nerwami i zapluwaniem monitora. To dość ciekawe i fascynujące, że akurat taka pierdoła, wzbudza taki front obrony tematu. Postanowiłem się więc nad tym pochylić.

Czym w ogóle rzeczona aura ma być?

Do głowy cisną się od ręki obrazki konturu człowieczka, oblepionego niczym cebulka kolorowymi płatkami. Ale hola hola, zza rogu google wyłaniają się obrazki aury w kwiat lotosu, węża kundalinii czy innego smoka szczęśliwości wylatującego z kibla wprost w naszą biedną świadomość. Wniosek pierwszy – albo Ci ludzie obrazują różne rzeczy, albo zmyślają na ten sam temat – każdy wedle własnej fantazji. Co ciekawe znaczenia kolorów można interpretować dowolnie np. aura człowiekaczerwony to i dobrze i źle, pewnie w zależności co by chciał „pacjent” usłyszeć, żeby wyłudzić od niego kasę.

Ustalmy jednak hipotezę, że aura to:

„Nieokreślona energia, emitowana z ciała człowieka, widoczna tylko dla ludzi o specjalnych zdolnościach albo wytrenowanych”

Nieokreślona energia – aura

aura dziwna koloryOk, ludzkość zna różne rodzaje energii od kinetycznej po cieplną. Która z nich może być aura? Czy w ogóle którąkolwiek jest? Bo jeśli tak, moglibyśmy ją zarejestrować urządzeniami i przestałaby być „tajemnicza” (to byłoby niebezpieczne dla szarlatanów, więc nie łudźmy się). Oprócz emisji ciepła i bardzo małej grubości powłoki elektromagnetycznej (1000 krotnie mniejszej niż można dostrzec okiem nieuzbrojonym) ludzkie ciało emituje także gazy cieplarniane – ale chyba mistrzowie aury nie mylą bączków z niesamowitą energią czakrą, praną, aurą czy jak tam zwać?

Skoro więc aura jest nieokreślona – to niech tak pozostanie, potwierdza to jej nieistnienie.

Widzą ją specjaliści, geniusze i osoby, które wniosły odpowiednią opłatę.

Wydawałoby się nic prostszego, wystarczy wpłacić około 250 złotych (średnia cena kursu podstawowego widzenia aury w Polsce) i hop siup nie musimy chodzić po diagnozy do lekarza, sami badamy znajomych, wiemy co nam i bliskim dolega. W sumie po co ma istnieć NFZ, skoro mamy setki osób przeszkolonych w widzeniu aury i możemy sami reagować? Sprawa niestety nie jest taka prosta…

Jeśli bowiem wyrzuciłeś 250 złotych na kurs i nadal nie widzisz tęczy nad głowami to… Możesz wykupić nowy poziom szkolenia za kolejne 250 zł albo poddać się i uznać, że „sam nie możesz się przekonać”. Sęk w tym, że ludzie niezbyt chętnie przyznają się przed samym sobą, że wywalili 500 zł na głupoty 😉 .

Jeżeli jednak doznałeś iluminacji, widzisz aurę ludzi chodzących po ulicy (rzekomo kolory biją na 4-5 metrów w górę) to przynajmniej nie musisz już nigdy próbować LSD, aby dowiedzieć się jak to jest. Zwizualizujmy sobie taki widok na koncercie albo w centrum handlowym – już rzygasz tęczą?

Nauka widzenia Aury to czysty zysk, a bicie po kieszeni boli

Reasumując, mamy do czynienia energią, której nie można zbadać żadnymi dostępnymi metodami – jednak tak prostą w zobaczeniu, że wystarczy 6 godzin kursu za 250 złotych. Aura może przybierać rożne kształty i rozmiary, jednak jeśli nie widzisz jej po kursie, to niestety nie jesteś wybrańcem.

Więc, o ho – mamy grupę, która może rzucić odrobinę światła na tę magiczną fanaberię.

Ci co widzą aurę

W związku z tym, wypada potraktować „widzącego” jak narzędzie do badania aury – skoro wszelkie inne metody zawodzą. Wpadł na to James Randi i ustawił osoby za parawanem. Skoro aura strzela na ileś tam metrów w boki, to osoba powinna rozpoznać czyja aura jest czyja. Poza tym „widzący” mógł zapoznać się z „aurami” badanych obiektów.

Jak łatwo się domyślić, w eksperymencie Randiego nie udało się przyporządkować aury do osoby za parawanem…

W ramach żarciku zacytuję tekst ze strony organizacji Nowe Horyzonty (taaa widzenie aury w promo cenie) :

„Okazuje się, że jakkolwiek, trudno w to uwierzyć, kursy widzenia aury dostępne w Polsce są prowadzone i wymyślane przez osoby, które tylko o widzeniu aury słyszały, ale same nie widzą jej i nie rozumieją tego co można zobaczyć.”

Ci szarlatani mówią ludziom wprost, że są oszukiwani – mimo wszystko, ktoś wybiera się na te kursy i myśli, że widzenie aury w 6h jest fakultatywnie ok

Fotografia kirlianowska

aura kirlian

Warto na koniec dorzucić i ten aspekt sprawy. Rzekomo fotografia kirlianowska miałaby być unaocznieniem istnienia aury – polega ona na przepuszczaniu przez ob

iekt dawki prądu i zrobieniu specjalnego foto.

Oprócz tego, że wygląda spektakularnie – nie wnosi zupełnie nic do tematu i nie różni się w formach od innych tego typu zdjęć. Nothing special.

 

Jeżeli chcesz posłuchać mojego bełkotu o widzeniu aury – zapraszam na kanał YT